-Byłaś z nim na kawie i jak było?
-Byłam z nim na kawie, na winie, na spacerze na kolacji...- Zaczęłam wymieniać głaszcząc Hipolita.
- I co?
-Zaprosił mnie na mecz.-Odpowiedziałam przyjaciółce.
-Jaki mecz?
-Siatkówki, lokalnej drużyny, mówił, że jego kumpel tam gra i załatwił bilety i zapytał czy nie chciałabym z nim pójść.
-Oczywiście chciałaś?
-Powiedziałam,że się zastanowię. Wiesz,że nie lubię sportu, ale w końcu powiedziałam mu, że przyjdę.
- I co powiedział?
- Że świetnie i dał mi od razu bilet, bo powiedział, że się spóźni. Ma jakieś ważne spotkanie w tym biurze podróży. Nie wiedziałam,że tam w ogóle mają jakieś ważne spotkania, tylko klienci przychodzą oglądać oferty wakacji.
-Misiu jesteś tępa jak plastikowa łyżeczka.- Warknęła Lea.- Czemu ty się właściwie za niego jeszcze nie bierzesz?
-Bo nie jest Markusem i Hipolit go nie lubi i......
-Nikt nie będzie już Markusem oprócz samego Markusa. Zapomnij o nim, dziewczyno, a tego kota to najlepiej wyrzuć, oddaj do schroniska cokolwiek i zacznij żyć normalnie.- Krzyczała na mnie.
-Że niby jak ty?- Zapytałam wkurzona.
-Że niby jak ja.
-Czyli co mam imprezować, uprawiać seks z nieznajomymi. Wyrzucić to ty możesz zużytą prezerwatywę po jednym ze swoich kochanków, ale nie żywe stworzenie! Odezwij się jak się ogarniesz!- Krzyknęłam do słuchawki.
-To ty odezwij się jak ogarniesz!- Wrzasnęła i zakończyła połączenie.
A ja tylko odłożyłam telefon i zaczęłam płakać, bo następna osoba, na której mi tak bardzo zależało oddaliła się ode mnie.
-Hipciu...- Powiedziałam ze łzami w oczach.- Obiecaj mi, że chociaż ty zawsze będziesz przy mnie choćby nie wiem co.
Kot tylko zaczął się rozprostowywać i zeskoczył z moich nóg. Zostałam całkiem sama.
Rano nie czułam się wcale lepiej, całą noc myślałam, przy tym trochę popłakiwałam i na prawdę żałuje, że wyjechałam. Wolałabym być teraz w Niemczech. Tam mam chociaż rodziców i znajomych. Może nie przyjaciół, którym mogłam zwierzyć się ze wszystkiego jak Lei, albo Markusowi, ale kojarzę praktycznie wszystkich, nie gubię się z drogi od biura do domu i z domu do supermarketu. Wolałabym być w Monachium.
Poszłam do pracy, tam robiłam wszystko byle jak najmniej o tym wszystkim myśleć. Gdy wróciłam do domu, odgrzałam sobie kupioną lasagne w supermarkecie i ubrałam się na mecz w jakieś jeansy i bluzę. Gdy zjadłam zadzwoniłam tylko na chwilę na Skypie pogadać z mamą i tatą po czym powoli zbierałam się na mecz. Trwa już rozgrzewka, a ja nie wiem nawet w jakie stroję ubrana jest nasza drużyna. Nie wiem co tu robię, ale chcę żeby Simone znalazł się szybko obok mnie, bo nie wyrobię. Nie byłam na żadnym obiekcie sportowym od Pucharu Świata w Klingenthal, a i skoczni szczerze mówiąc starałam się unikać i jeździłam tam tylko kiedy Markus prosił. Z zamyśleń wyrwał mnie spiker, który zapowiedział,że pierwszego seta zagrywką rozpocznie Simone Parodi. Wszystko było dobrze, gdy ocknęłam się, że chodzi o Simone Parodiego, z którym miałam tu być. Nie mogłam w to do końca uwierzyć i przyjrzałam się serwującemu zawodnikowi,a było to dość trudne ze względu na jego stale zmieniającą się sylwetkę, po chwili jednak dostrzegłam, że to jednak Simone, z którym przyszłam i zrobiło mi się tak duszno, gorąco i poczułam się słabo, że wyszłam z hali, gdy drużyna Maceraty zdobyła dopiero pierwszy punkt.
Nie wiem jak zdołałam wsiąść do mojego samochodu, nie wiem jak wróciłam do domu i nie wiem jak otworzyłam sobie drzwi, ale byłam roztrzęsiona. Choć nie powinnam. Przecież Simone znaczył dla mnie nie wiele. Był kolegą, ale może przetłoczyły mnie moje problemy z ludźmi i nie chciałam go widzieć. Naprawdę wolałabym, żeby pracował w tym cholernym biurze podróży, ja nie chciałam, żeby znów powstały jakieś niedomówienia przez podróże i żebyśmy zaczęli się po jakimś czasie oszukiwać. Chciałam normalnego kolegi, po jakimś czasie faceta, może nawet przyszłego męża za kilka lat jeśli nam się ułoży,a nie sportowca.
Najchętniej zadzwoniłabym do Lei, ale przecież się gniewamy. Nie mogę jej się ciągle narzucać, nie powinnyśmy mówić sobie o wszystkim, bo potem znowu wpieprzamy się w nie swoje życie i kłócimy. Wiedziałam,że to niemądre, ale telefon sam znalazł się w moim ręku i po 2 sygnale dziewczyna już odebrała.
-Eli...- Chciała zacząć.
-Nic nie mów...Tak bardzo Cię przepraszam.- Zaczęłam.- Rozumiesz On jest siatkarzem,a ja nie zniosę drugi raz takiego związku, potrzebuję teraz, żeby ktoś był przy mnie, nie zniosę drugi raz takiego końca.
-Eli...Stało się coś strasznego. Miałam właśnie dyżur w szpitalu. Twój tata miał wypadek. Mój kolega go operował..Nie żyje. Twoja mama dopiero się dowiedziała. Już tu jedzie.
-Co? Przecież niedawno jeszcze z nimi rozmawiałam! Lea powiedz, że to jakiś kiepski żart.-Zapłakałam.
*****
Była komedia, będzie dramat.
Przepraszma, żę mnie tak dawno tu nie było, ale wracam . Wiem, że to na górze jest średnich lotów.
No to wpadł na genialny pomysł ten "pan z biura podróży". Sprawa kiedyś by się rypła więc sam się przyznał do kłamstwa. Sposób idealny, zaprosić ją między ludzi i pomachać z boiska. A przecież mogła zareagować w inny, dziwny sposób a nie tylko wyjść na zewnątrz.
OdpowiedzUsuńMamy problem. Znaczy nie my a główna bohaterka. Ona kocha Markusa. Nikt jej go nie zastąpi. Może zamiast bawić się ze znajomości bez przyszłości uda się uratować coś z przeszłości? Tak... niektórych znajomości nic nie uratuje i lepiej próbować zapomnieć.
Oddać Hipolita? Co to za bezduszny pomysł. Koleżanko! Masz u mnie minusa.
Wypadek, śmierć, kiepsko usłyszeć coś takiego przez telefon. Kiepsko w ogóle coś takiego usłyszeć... Teraz pewnie wyjedzie. Jak to się dalej potoczy?
Bądź cierpliwa, a się dowiesz :p
UsuńKiedy będzie kolejny?
OdpowiedzUsuń