Wpatrywałam się w grób. Nie mogło do mnie dojść do się w tej chwili dzieję. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie grzebią mojego ojca. Chciało mi się płakać, wrzeszczeć, klnąć i kopać, ale na nic nie miałam już siły. Przepłakałam całą noc, w której dowiedziałam się o jego śmierci, całą podróż samolotem, cały dzień w którym razem z braćmi zajmowaliśmy się wszystkimi formalnościami, całą noc pocieszałam mamę i pomagałam jej się pakować do Polski, bo już nie chcę tu mieszkać. Ma dość tego miejsca tak samo jak ja Włoszech. Tylko ona w Polsce na krewnych, przyjaciół, a ja jedynie kilku znajomych z dzieciństwa... Nie miałam żadnego miejsca na świecie. Nie miałam już taty.
Moja mama stoi bardziej z przodu między moimi braćmi, wujkami i ciociami,a ja bardziej z boku. Patrzyłam się bezwiednie w grób mojego taty, w którym powoli spuszczają jego trumnę i to miał być koniec. Koniec moich wspomnień związanych z tatą, koniec naszych wspomnień i koniec wszystkiego. Gdybym wiedziała, nigdy nie wyjechałabym do Włoszech, ale tak miało być łatwiej. Szkoda,że wcale nie było,a cierpiałam jeszcze bardziej i gdy już Lea podtrzymywała mnie pod pachą gdy powoli odwracałyśmy się do wyjścia z cmentarza, zobaczyłam jego. Był ubrany na czarno, w grupce z innymi chłopakami z kadry, a jego oczy były takie puste, nie widziałam w nich nic co dotychczas. Gdy znajomi podchodzili do mnie z kondolencjami,a potem do mamy i braci w końcu pojawili się oni całą kadrą.
-Najszczersze kondolencje.
-Jest nam bardzo przykro.
A ja tylko złapałam chwilowy kontakt wzrokowy z Markusem I było to już dla mnie za wiele.
Nie mogłam patrzeć w jego oczy, które były na mnie zobojętniałe.
Było mi strasznie słabo.
-Jak się trzymasz?-Zapytał mnie Wellinger.
-Głupi pacanie nie zadaję się takich pytań. Jak może się czuć jak jej ojciec umarł.-Powiedział Sev zdenerwowany.
-Nie denerwuj się na niego chciał dobrze.-Powiedziałam.
-Co teraz?-Zapytał Richi.
-Nie no kolejny. Ja zwariuję.
-Lecę do Włoszech, daję 3- miesięczne wymówienie i wracam do Polski, albo ściągam mamę do mnie. Mama nie chcę tu zostać,a ja muszę się nią zaopiekować.
-Możemy Ci jakoś pomoć?- W końcu pada pytanie z ust Markusa, a jego oczy patrzą w moje.
-Jakoś poradzę sobie sama, ale przyjdźcie na stypę. Mama wiedziała, że przyjdziecie na pogrzeb i zamówiła miejsca w restauracji dla Was.- Starałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jeden wielki grymas.-Ja wracam przebrać sięi dopakować. Wieczorem mam samolot do Włoch. Muszę pobyć sama i ochłonąć, ale wy idźcie.-Powiedziałam i lekko wyrwałam swoją rękę z objęć Lei, żeby sama wyjść z cmentarza i poczekać na Lee w samochodzię. Nie mogłam się na niego patrzeć, bo to bolało, a jego oczy, które były już puste i nie kryły żadnych emocji bolały jeszcze bardziej. Najgorzej przerażał fakt, że przyszedł tu zaciągnięty przez chłopaków z poczucia obowiązku. Nieszczęścia nie chodzą parami, one chodzą jakimiś gromadami, Wszystko zaczęło się od jakiejś głupiej kłótni, potem jakiegoś głupiego meczu i facececie, który udawał przede mną kogoś innego, żeby potem stała się jeszcze gorsza rzecz - mój tata zginął w wypadku, a na pogrzebie musiałam zobaczyć mojego byłego, który nic już do mnie nie czuję, a ja nadal go kocham. Chyba teraz najlepiejby było gdybym została sama i Włochy na te kilka miesięcy będą dobrą opcją, a potem albo przyjadę do Polski opiekować się mamą, albo mama przyjedzie do mnie.Chociaż nienawidziłam tego kraju wiedziałam, że na te kilka miesięcy może być moim dobrym schronieniem.
Oczywiście pod warunkiem,że będę unikać mojego kłamliwego, patologicznego sąsiada.
Całe popołudnie spędziłam na myśleniu o tacie w samotności w swoim pokoju. potem pożegnałam się z braćmi i mamą i razem z Leą pojechałam na lotnisko.
-Będzie dobrze, Chociaż wiem, że to banalnie brzmi.- Powiedziała dziewczyna gdy miałam wyjść już z samochodu.
-Dzięki Lea. Odezwę się , ale nie licz, że w tym tygodniu. Muszę wszystko przemyśleć.-Powiedziałam biorąc klatkę z Hipolitem z tylnego siedzenia,
-Dobrze, tylko nie siedź sama i nie smęć ok? Lepiej zadzwoń do mnie. Nie możesz się.....
-Lea. Nie ja jedna przechodzę żalobę. Poradzę sobie. Dzięki. Pa.-Powiedziałam w jednej ręce trzymając transporter z kotem,a w drugiej ciągnać walizkę i idąc w kierunku lotniska.
Po długim locie, który jak wszystko dziś było męczące wróciłam do Maceraty. Otworzyłam drzwi od klatki w bloku i wchodziłam powoli po schodach z Hipolitem w klatce, Najpierw chciałam zanieść jego potem wrócić po walizkę, Nagle dostrzegłam kilka bukietów kwiatów w dwóch wiadrach pod kogoś drzwiami. Pewnie jakiś niezły desperat chcę przeprosić, przemknęło mi nawet przez myśli gdyby nie fakt, że po paru sekundach zorientowałam się, że to moje drzwi.
- Co jest kurwa grane?-Zapytałam cicho sama siebie starając się odsunąć jedno wiadro z pod drzwi.Tak,żebym mogła je otworzyć. \
Po chwili się udało,a ja wpuściłam Hipolita do mieszkania i wróciłam po walizkę, która stała przed blokiem. Gdy już znowu byłam przed drzwiami tym razem nie stały tam tylko kwiatki, ale i pewnien około 2 metrowy mężczyzna w dresach.
-Cześć.-Powiedział do mnie,a ja już wtedy wiedziałam,że to nie zwidy.
-Masz jakieś problemy ze snem? Jest prawie 3 w nocy.
-Narobiłaś ambarasu na pół bloku jak odsuwałaś ten kubeł. Zresztą trochę na Ciebie czekałem. Wiedziałem,że prędzej czy później.......
-Simone,bo tak masz na imię prawda? Czy to może też kłamstwo? \
-Ja wcale nie skłamałem. Po prostu zmieniłem kilka faktów o mojej pracy, ale zaliczyłaś test pozytywnie.
-Co?- Zapytałam nie wiedząc o co chodzi, było zimno, późno ciemno, straciłam ojca,a on mi o teście gada.
- Chciałaś się ze mną kumplować nie ważne czy pracowałem w biurze podróży czy jestem siatkarzem.
-Chciałam.- Czas przeszły.
-Ale przecież....
-Posłuchaj mam za sobą ciężki okres, chcę iść spać i nie mam ochoty na to żeby się kłócić. Nie wszystko w moim życiu kręci się wokół Ciebie Panie gwiazdo. Jest mi i tak ciężko bez całego tego zamieszania z Tobą.
-Ale przecież staram się Ciebie przeprosić, wiem, że to nie było fair. Dwa razy dziennie do kwiaciarni po kwiaty latałem jak Ciebie nie było....
-Nikt Ci nie kazał.
-Nie doceniasz mnie.
-Nie znam Cię.
-Ale ja byłem z Tobą szczery.- Powiedział tak jak to zawsze on,
Wyluzowany nie zdradzając żadnych emocji.
-Nie wiem czy...
-Błagam. Wiesz jak dałem na imię pierwszej rybce, jak przez przypadek ją uśmierciłem. jak kupiłem rybkę numer dwa, jak przez przypadek zginęła jeszcze szybciej niż numer jeden, jak z rybek przeszłem na patyczaki,ale one nie były dobrymi towarzyszami do wodnych zabaw. Wiesz jak mają na imię moje ciotki. moi wujkowie, co robi moja mama, nawet powiedziałem Ci prawdę, że mój tata trenuję małe dzieci! Zżyłem się z Tobą Ele.
-Jestem zbyt zmęczona,żeby teraz o tym myśleć i rozmawiać miałam dzisiaj naprawdę trudny dzień.
-Dobrze. To zobaczymy się jutro?
-Tak. Możemy jutro pogadać.
-Okay, ale pozwól mi chociaż teraz wstawić kwiatki do twojego mieszkania. Już za długo ich pilnowałem i tak najładniejszy bukiet ktoś zwinął.
-Dobra.- Otworzyłam mu drzwi,a on wniósł najpierw jedno metalowe wiadro,a potem drugie.
-Dobranoc Ele.
-Cześć Simone.