czwartek, 25 października 2018

Rozdział 4

Wpatrywałam się w grób. Nie mogło do mnie dojść do się w tej chwili dzieję. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie grzebią mojego ojca. Chciało mi się płakać, wrzeszczeć, klnąć i kopać, ale na nic nie miałam już siły. Przepłakałam całą noc, w której dowiedziałam się o jego śmierci, całą podróż samolotem, cały dzień w którym razem z braćmi zajmowaliśmy się wszystkimi formalnościami, całą noc pocieszałam mamę i pomagałam jej się pakować do Polski, bo już nie chcę tu mieszkać. Ma dość tego miejsca tak samo jak ja Włoszech. Tylko ona w Polsce na krewnych, przyjaciół, a ja jedynie kilku znajomych z dzieciństwa... Nie miałam żadnego miejsca na świecie. Nie miałam już taty.
Moja mama stoi bardziej z przodu między moimi braćmi, wujkami i ciociami,a ja bardziej z boku. Patrzyłam się bezwiednie w grób mojego taty, w którym powoli spuszczają jego trumnę i to miał być koniec. Koniec moich wspomnień związanych z tatą, koniec naszych wspomnień i koniec wszystkiego. Gdybym wiedziała, nigdy nie wyjechałabym do Włoszech, ale tak miało być łatwiej. Szkoda,że wcale nie było,a cierpiałam jeszcze bardziej i gdy już Lea podtrzymywała mnie pod pachą gdy powoli odwracałyśmy się do wyjścia z cmentarza, zobaczyłam jego. Był ubrany na czarno, w grupce z innymi chłopakami z kadry, a jego oczy były takie puste, nie widziałam w nich nic co dotychczas. Gdy znajomi podchodzili do mnie z kondolencjami,a potem do mamy i braci w końcu pojawili się oni całą kadrą.
-Najszczersze kondolencje.
-Jest nam bardzo przykro.
A ja tylko złapałam chwilowy kontakt wzrokowy z Markusem I było to już dla mnie za wiele.
Nie mogłam patrzeć w jego oczy, które były na mnie zobojętniałe.
Było mi strasznie słabo.
-Jak się trzymasz?-Zapytał mnie Wellinger.
-Głupi pacanie nie zadaję się takich pytań. Jak może się czuć jak jej ojciec umarł.-Powiedział Sev zdenerwowany.
-Nie denerwuj się na niego chciał dobrze.-Powiedziałam.
-Co teraz?-Zapytał Richi.
-Nie no kolejny. Ja zwariuję.
-Lecę do Włoszech, daję 3- miesięczne wymówienie i wracam do Polski, albo ściągam mamę do mnie. Mama nie chcę tu zostać,a ja muszę się nią zaopiekować.
-Możemy Ci jakoś pomoć?- W końcu pada pytanie z ust Markusa, a jego oczy patrzą w moje.
-Jakoś poradzę sobie sama, ale przyjdźcie na stypę. Mama wiedziała, że przyjdziecie na pogrzeb i zamówiła miejsca w restauracji dla Was.- Starałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jeden wielki grymas.-Ja wracam przebrać sięi dopakować. Wieczorem mam samolot do Włoch. Muszę pobyć sama i ochłonąć, ale wy idźcie.-Powiedziałam i lekko wyrwałam swoją rękę z objęć Lei, żeby sama wyjść z cmentarza i poczekać na Lee w samochodzię. Nie mogłam się na niego patrzeć, bo to bolało, a jego oczy, które były już puste i nie kryły żadnych emocji bolały jeszcze bardziej. Najgorzej przerażał fakt, że przyszedł tu zaciągnięty przez chłopaków z poczucia obowiązku. Nieszczęścia nie chodzą parami, one chodzą jakimiś gromadami, Wszystko zaczęło się od jakiejś głupiej kłótni, potem jakiegoś głupiego meczu i facececie, który udawał przede mną kogoś innego, żeby potem stała się jeszcze gorsza rzecz - mój tata zginął w wypadku, a na pogrzebie musiałam zobaczyć mojego byłego, który nic już do mnie nie czuję, a ja nadal go kocham. Chyba teraz najlepiejby było gdybym została sama i Włochy na te kilka miesięcy będą dobrą opcją, a potem albo przyjadę do Polski opiekować się mamą, albo mama przyjedzie do mnie.Chociaż nienawidziłam tego kraju wiedziałam, że na te kilka miesięcy może być moim dobrym schronieniem.
Oczywiście pod warunkiem,że będę unikać mojego kłamliwego, patologicznego sąsiada.
Całe popołudnie spędziłam na myśleniu o tacie w samotności w swoim pokoju. potem pożegnałam się z braćmi i mamą i razem z Leą pojechałam na lotnisko.
-Będzie dobrze, Chociaż wiem, że to banalnie brzmi.- Powiedziała dziewczyna gdy miałam wyjść już z samochodu.
-Dzięki Lea. Odezwę się , ale nie licz, że w tym tygodniu. Muszę wszystko przemyśleć.-Powiedziałam biorąc klatkę z Hipolitem z tylnego siedzenia,
-Dobrze, tylko nie siedź sama i nie smęć ok? Lepiej zadzwoń do mnie.  Nie możesz się.....
-Lea. Nie ja jedna przechodzę żalobę. Poradzę sobie. Dzięki. Pa.-Powiedziałam w jednej ręce trzymając transporter z kotem,a w drugiej ciągnać walizkę i idąc w kierunku lotniska.
Po długim locie, który jak wszystko dziś było męczące wróciłam do Maceraty. Otworzyłam drzwi od klatki w bloku i wchodziłam powoli po schodach z Hipolitem w klatce, Najpierw chciałam zanieść jego potem wrócić po walizkę, Nagle dostrzegłam kilka bukietów kwiatów w dwóch wiadrach pod kogoś drzwiami. Pewnie jakiś niezły desperat chcę przeprosić, przemknęło mi nawet przez myśli gdyby nie fakt, że po paru sekundach zorientowałam się, że to moje drzwi.
- Co jest kurwa grane?-Zapytałam cicho sama siebie starając się odsunąć jedno wiadro z pod drzwi.Tak,żebym mogła je otworzyć. \
Po chwili się udało,a ja wpuściłam Hipolita do mieszkania i wróciłam po walizkę, która stała przed blokiem. Gdy już znowu byłam przed drzwiami tym razem nie stały tam tylko kwiatki, ale i pewnien około 2 metrowy mężczyzna w dresach.
-Cześć.-Powiedział do mnie,a ja już wtedy wiedziałam,że to nie zwidy.
-Masz jakieś problemy ze snem? Jest prawie 3 w nocy.
-Narobiłaś ambarasu na pół bloku jak odsuwałaś ten kubeł. Zresztą trochę na Ciebie czekałem. Wiedziałem,że prędzej czy później.......
-Simone,bo tak masz na imię prawda? Czy to może też kłamstwo? \
-Ja wcale nie skłamałem. Po prostu zmieniłem kilka faktów o mojej pracy, ale zaliczyłaś test pozytywnie.
-Co?- Zapytałam nie wiedząc o co chodzi, było zimno, późno ciemno, straciłam ojca,a on mi o teście gada.
- Chciałaś się ze mną kumplować nie ważne czy pracowałem w biurze podróży czy jestem siatkarzem.
-Chciałam.- Czas przeszły.
-Ale przecież....
-Posłuchaj mam za sobą ciężki okres, chcę iść spać i nie mam ochoty na to żeby się kłócić. Nie wszystko w moim życiu kręci się wokół Ciebie Panie gwiazdo. Jest mi i tak ciężko bez całego tego zamieszania z Tobą.
-Ale przecież staram się Ciebie przeprosić, wiem, że to nie było fair. Dwa razy dziennie do kwiaciarni po kwiaty latałem jak Ciebie nie było....
-Nikt Ci nie kazał.
-Nie doceniasz mnie.
-Nie znam Cię.
-Ale ja byłem z Tobą szczery.- Powiedział tak jak to zawsze on,
Wyluzowany nie zdradzając żadnych emocji.
-Nie wiem czy...
-Błagam. Wiesz jak dałem na imię pierwszej rybce, jak przez przypadek ją uśmierciłem. jak kupiłem rybkę numer dwa, jak przez przypadek zginęła jeszcze szybciej niż numer jeden, jak z rybek przeszłem na patyczaki,ale one nie były dobrymi towarzyszami do wodnych zabaw. Wiesz jak mają na imię moje ciotki. moi wujkowie, co robi moja mama, nawet powiedziałem Ci prawdę, że mój tata trenuję małe dzieci! Zżyłem się z Tobą Ele.
-Jestem zbyt zmęczona,żeby teraz o tym myśleć i rozmawiać miałam dzisiaj naprawdę trudny dzień.
-Dobrze. To zobaczymy się jutro?
-Tak. Możemy jutro pogadać.
-Okay, ale pozwól mi chociaż teraz wstawić kwiatki do twojego mieszkania. Już za długo ich pilnowałem i tak najładniejszy bukiet ktoś zwinął.
-Dobra.- Otworzyłam mu drzwi,a on wniósł najpierw jedno metalowe wiadro,a potem drugie.
-Dobranoc Ele.
-Cześć Simone.

 


sobota, 19 marca 2016

Rozdział 3

-Byłaś z nim na kawie i jak było?
-Byłam z nim na kawie, na winie, na spacerze na kolacji...- Zaczęłam wymieniać głaszcząc Hipolita.
- I co?
-Zaprosił mnie na mecz.-Odpowiedziałam przyjaciółce.
-Jaki mecz?
-Siatkówki, lokalnej drużyny, mówił, że jego kumpel tam gra i załatwił bilety i zapytał czy nie chciałabym z nim pójść.
-Oczywiście chciałaś?
-Powiedziałam,że się zastanowię. Wiesz,że nie lubię sportu, ale w końcu powiedziałam mu, że przyjdę.
- I co powiedział?
- Że świetnie i dał mi od razu bilet, bo powiedział, że się spóźni. Ma jakieś ważne spotkanie w tym biurze podróży. Nie wiedziałam,że tam w ogóle mają jakieś ważne spotkania, tylko klienci przychodzą oglądać oferty wakacji.
-Misiu jesteś tępa jak plastikowa łyżeczka.- Warknęła Lea.- Czemu ty się właściwie za niego jeszcze nie bierzesz?
-Bo nie jest Markusem i Hipolit go nie lubi i......
-Nikt nie będzie już Markusem oprócz samego Markusa.  Zapomnij o nim, dziewczyno, a tego kota to najlepiej wyrzuć, oddaj do schroniska cokolwiek i zacznij żyć normalnie.- Krzyczała na mnie.
-Że niby jak ty?- Zapytałam wkurzona.
-Że niby jak ja.
-Czyli co mam imprezować, uprawiać seks z nieznajomymi. Wyrzucić to ty możesz zużytą prezerwatywę po jednym ze swoich kochanków, ale nie żywe stworzenie! Odezwij się jak się ogarniesz!- Krzyknęłam do słuchawki.
-To ty odezwij się jak ogarniesz!- Wrzasnęła i zakończyła połączenie.
A ja tylko odłożyłam telefon i zaczęłam płakać, bo następna osoba, na której mi tak bardzo zależało oddaliła się ode mnie.
-Hipciu...- Powiedziałam ze łzami w oczach.- Obiecaj mi, że chociaż ty zawsze będziesz przy mnie choćby nie wiem co.
Kot tylko zaczął się rozprostowywać i zeskoczył z moich nóg. Zostałam całkiem sama.
Rano nie czułam się wcale lepiej, całą noc myślałam, przy tym trochę popłakiwałam i na prawdę żałuje, że wyjechałam. Wolałabym być teraz w Niemczech. Tam mam chociaż rodziców i znajomych. Może nie przyjaciół, którym mogłam zwierzyć się ze wszystkiego jak Lei, albo Markusowi, ale kojarzę praktycznie wszystkich, nie gubię się z drogi od biura do domu i z domu do supermarketu. Wolałabym być w Monachium.
 Poszłam do pracy, tam robiłam wszystko byle jak najmniej o tym wszystkim myśleć. Gdy wróciłam do domu, odgrzałam sobie kupioną lasagne w supermarkecie i ubrałam się na mecz w jakieś jeansy i bluzę. Gdy zjadłam zadzwoniłam tylko na chwilę na Skypie pogadać z mamą i tatą po czym powoli zbierałam się na mecz. Trwa już rozgrzewka, a ja nie wiem nawet w jakie stroję ubrana jest nasza drużyna. Nie wiem co tu robię, ale chcę żeby Simone znalazł się szybko obok mnie, bo nie wyrobię. Nie byłam na żadnym obiekcie sportowym od Pucharu Świata w Klingenthal, a i skoczni szczerze mówiąc starałam się unikać i jeździłam tam tylko kiedy Markus prosił. Z zamyśleń wyrwał mnie spiker, który zapowiedział,że pierwszego seta zagrywką rozpocznie Simone Parodi. Wszystko było dobrze, gdy ocknęłam się, że chodzi o Simone Parodiego, z którym miałam tu być. Nie mogłam w to do końca uwierzyć i przyjrzałam się serwującemu zawodnikowi,a było to dość trudne ze względu na jego stale zmieniającą się sylwetkę, po chwili jednak dostrzegłam, że to jednak Simone, z którym przyszłam i zrobiło mi się tak duszno, gorąco i poczułam się słabo, że wyszłam z hali, gdy drużyna Maceraty zdobyła dopiero pierwszy punkt.
Nie wiem jak zdołałam wsiąść do mojego samochodu, nie wiem jak wróciłam do domu i nie wiem jak otworzyłam sobie drzwi, ale byłam roztrzęsiona. Choć nie powinnam. Przecież Simone znaczył dla mnie nie wiele. Był kolegą, ale może przetłoczyły mnie moje problemy z ludźmi i nie chciałam go widzieć. Naprawdę wolałabym, żeby pracował w tym cholernym biurze podróży, ja nie chciałam, żeby znów powstały jakieś niedomówienia przez podróże i żebyśmy zaczęli się po jakimś czasie oszukiwać. Chciałam normalnego kolegi, po jakimś czasie faceta, może nawet przyszłego męża za kilka lat jeśli nam się ułoży,a nie sportowca.
Najchętniej zadzwoniłabym do Lei, ale przecież się gniewamy. Nie mogę jej się ciągle narzucać, nie powinnyśmy mówić sobie o wszystkim, bo potem znowu wpieprzamy się w nie swoje życie i kłócimy. Wiedziałam,że to niemądre, ale telefon sam znalazł się  w moim ręku i po 2 sygnale dziewczyna już odebrała.
-Eli...- Chciała zacząć.
-Nic nie mów...Tak bardzo Cię przepraszam.- Zaczęłam.- Rozumiesz On jest siatkarzem,a ja nie zniosę drugi raz takiego związku, potrzebuję teraz, żeby ktoś był przy mnie, nie zniosę drugi raz takiego końca.
-Eli...Stało się coś strasznego. Miałam właśnie dyżur w szpitalu. Twój tata miał wypadek. Mój kolega go operował..Nie żyje. Twoja mama dopiero się dowiedziała. Już tu jedzie.
-Co? Przecież niedawno jeszcze z nimi rozmawiałam! Lea powiedz, że to jakiś kiepski żart.-Zapłakałam.
*****
Była komedia, będzie dramat.
Przepraszma, żę mnie tak dawno tu nie było, ale wracam . Wiem, że to na górze jest  średnich lotów.

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 2

-Nie dość, że Hipolit skoczył na niego jak opętany to ugryzł go w nadgarstek,a potem cały czas na niego syczał. Musiałam zamknąć go w łazience.- Żaliłam się.
-Nie no moja randka w porównaniu do twojej to nic takiego.- Zaczęła się śmiać.
-Ja Ci jeszcze najgorszego nie powiedziałam. Ten gaduła okazał się moim sąsiadem z naprzeciwka. Rozumiesz? Nawet nic przez wieczór nie pisnął, że mieszka na przeciw mnie. W mieszkaniu obok. Tylko wychodząc stanął przy swoich drzwiach, wyjął kluczę i pomachał mi na dobranoc. Czy na tych randkach to tak zawsze jest? Bo ja Ci współczuję.- Powiedziałam prawie płacząc.
-W sumie zapomniałam,że ty byłaś tylko z Markusem wcześniej. Cóż czasami zdarzają się bardzo ciekawe okazy.-Zaśmiała się.
-A wiesz co on zrobił jak Hipolit go ugryzł?-Zaczęłam.
-Nie, ale to może być bardzo interesujące.
-Lea on tylko popatrzył na tą rękę, kota, rękę znowu kota i powiedział "Widzę,że koteczek ma zdrowe ząbki." Rozumiesz nic,żadnej ludzkiej reakcji, żadnych bluzgów, afer, a może ja mieszkam z kosmitą? Znaczy obok kosmity.
- Daj ponieść się emocjom, wyluzuj.
-Gdybym ja dała się ponieść wczoraj emocjom, to uśmierciłabym go tłuczkiem do mięsa jakby mi tylko ten słoik sosu otworzył.
- Skarbie.- Znów zaśmiała się dziewczyna.- Mieszkasz daleko od rodziców, daleko od naszej paczki, daleko od wszystkich. Jest Ci tam ktoś potrzebny na miejscu. Choćby do otworzenia głupiego sosu. Sama mówiłaś,że Markus to.....
-Ale Lea...Przecież ten gość to dziwak i pracuję w biurze podróży.- Powiedziałam.
-A to ma jakieś znaczenie? Wydaję się miły i przynajmniej będziesz jeźdźić na fajne wakacje dwa razy do roku. - Lea jak zawsze udawała bezproblemową.
-Lea ja potrzebuję jeszcze czasu, żeby znowu się zakochać. Markus pewnie kogoś ma...Właściwie nawet nie mów czy ma. Nadal nie zmieniłam zdania. Nie chcę wiedzieć co się dzieję u niego, nie po to się tu przyprowadziłam, żeby o nim wysłuchiwać.
- Posłuchaj weź się w garść kobieto, bądź miłą kobietą, zapukaj wieczorem do jego drzwi i zapytaj się czy rana wojenna się goi i czy nie potrzebuję czegoś przeciwbólowego, bo przyniosłaś wino.
-Chcesz, żebym się upiła? Z nim?
-Skarbie odrobina rozrywki dobrze Ci zrobi.
- Ale Lea.
-Bierz wino i......
-Ale ja nie chcę. Pomyśl sama Lea. Jak już dzisiaj wychodziłam z klatki to się z nim spotkałam miał jakąś wielką torbę przy sobie. W sumie wczoraj też ją miał, Podobno często chodzi na siłownie, ale tu nie o to chodzi on po prostu się tak do mnie ładnie uśmiechnął i powiedział Dzień Dobry. Ja nie chcę, żeby ktoś tak do mnie mówił! On jest moim sąsiadem, a co jeśli za bardzo się wkręci i.....
- Na razie to ty się wkręcasz. Żyj chwilą daj się ponieść. Muszę teraz kończyć, bo coś ważnego na mnie czeka. Pa.-Powiedziała i nie czekając na moją odpowiedź rozłączyła się.
Nigdzie nie miałam zamiaru iść. Wiedziałam, że ostatnio zaniedbałam Hipolita. Sama otworzylam sobie wino i włączyłam  jakieś romansidło. Tak jak chciała Lea. No prawie.  Oczywiście podczas wybierania filmu usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie podeszłam do nich i je otworzyłam. W nich stał Simone:
-Cześć sąsiadko. Wiesz ta rana pięknie się goi,ale jednak potrzebuję czegoś na złagodzenie bólu. Przyniosłem wino i pomyślałem,że może wypijemy je razem.- Powiedział szybko na jednym wdechu.
-Jasne wchodź.-Oparłam zakłopotana i wpuściłam go do środka,
Hipolit od razu zaczął się puszyć i wrogo syczeć.
- On mnie chyba cholera nie lubi. Możesz go gdzieś wynieść?-Zapytał,a ja już pędziłam z Hipolitem do łazienki.
-Bądź grzeczny i nie drap kosmity! Przecież chyba nie chcesz,żebym codziennie musiała z nim opijać nowe rany.- Szepnęłam do kota i szybko zamknęłam go w łazience.
-Co będziesz oglądać?-Zapytał siadając na kanapie
-Właściwie nie wiem. Pewnie jakieś kiepskie romansidło.
-Niespełniona uczuciowo? - Zapytał wpatrując się w telewizor.
-Nie raczej po ciężkim związku. A ty psychologu z biura podróży? 
-Wyczuwam lekki hejt w moją stronę. To był ktoś poważny?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.-Odpowiedziałam.
-Powiedzmy, że jedziemy na tym samym wózku. To jak było? 
-Nie chce o tym mówić.-Powiedziałam patrząc w kieliszek i czując, że oczy zachodzą mi łzami.
-Czyli coś poważnego.
-Skończymy ten temat.
-Mnie narzeczona z Holandii zostawiła tydzień przed ślubem, ale jakoś się pozbierałem.
-Dawno?-Spojrzałam na niego.
- Wystarczająco, żeby uporządkować swoje życie.
- Mój chłopak był Niemcem. Poznaliśmy się pierwszego dnia w szkole. Gdy razem z rodzicami przeprowadziłam się do Niemiec gdy miałam  15 lat. Był taki przyjacielski i pomocny. Byliśmy razem 8 lat, ale coś bardzo ważnego zepsułam, właściwie tego nie można nazwać zniszczeniem, a on nie mógł mi tego wybaczyć. Rozumiem go i tak jest doskonałym człowiekiem. Na niego nie zasługuje nawet anioł.-Powiedziałam i nagle poczułam, że jego silne ramiona mnie otaczają, a ja miałam głowę na wysokości jego barku i moczyłam jego t-shirt.
- Będzie dobrze. Zaufaj mi.-Powiedział, a ja się od niego odkleiłam.
-Wow. Musiałam wyjść na niezłą szajbuskę, ale wiesz co? Ty nie jesteś tak pierdzielnięty jak mi się wydawało. -To dobrze?-Zapytał.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Dziś zaczynałam już sądzić, że jesteś kosmitą, po tym jak zachowywałeś się gdy mój kot Cię ugryzł.
-Możliwe, że bardzo chciałem sprawić wrażenie miłego i fajnego chłopaka, którego musisz polubić.
- Lubie Cię. Właściwie jeszcze dziś jak przyszedłeś to Cię nie lubiłam, ale teraz wszystko się zmieniło.-Powiedziałam. - Długo tu mieszkasz? Bo ja parę miesięcy i jeszcze z dwa tygodnie temu mieszkała tam jakaś dziewczyna.
-Wynająłem od niej mieszkanie. Wyjechała do chłopaka do Francji, a ja chciałem sprzedać jak najszybciej mieszkanie, w którym mieszkałem z narzeczona. Wprowadziłem się 3 dni temu.
- Wtedy byłam na szkoleniu w Rzymie.-Powiedziałam.
-Dobra Ele. Zmywam się. Jutro muszę rano wstać do pracy.
-O której kończysz zmianę?-Zapytałam.
-Zmianę?-Zapytał jeszcze bardziej zdziwiony.
-W biurze podróży...Pracujesz tam przecież?
- A tak, tak.-Zaczął kręcić.- będę wolny jakoś od 12do 16 a potem od 16 do 19 będę na siłowni.
-0 13 mam przerwę w pracy. Wyskoczymy na miasto coś zjeść?-Zaproponowałam tak, że aż mnie to zdziwiło, a jego tym bardziej ale się uśmiechnął.
-Jasne. Wyślij mi rano smsa z dokładnym adresem. Podjadę po Ciebie i pojedziemy razem coś zjeść.- Uśmiechnął się i wyszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi. 
****
Następny będzie szybciej,bo już gotowy, ten też byłby szybciej, ale jakby to powiedzieć... Miałam... Hm...Pewne... Zagięcie w czasoprzestrzeni? Nawet nie wiem jak to określić :P Ale jestem :P Wróciłam.

niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 1




- Nie musiałaś wyjeżdżać.
-Musiałam. -Odpowiedziałam schodząc po schodach.
Strasznie dużo schodów mają w tym kraju. Muszą je strasznie lubić.
-Nie musiałaś.- Powiedziała moja przyjaciółka.- W Monachium zawsze znajdzie się dla Ciebie miejsce. Nikt Cię przecież nie wyganiał, po co od razu pojechałaś do tych makaroniarzy...
-Daj spokój. Nie miałam już po co tam dłużej mieszkać, pracować.
-Rozumiem, że życie Ci się zawaliło, ale jemu też. Minęło już kilka miesięcy, może gdybyście ze sobą porozmawiali, wyjaśnili wszystko, do cholery wy się kochaliście!- Krzyczała przez telefon Lea.
- To już nic nie zmieni. Wszystko skończone i musiało minąć 6 miesięcy zanim sobie to uświadomiłam i w sumie zrobiłam to przez sms z życzeniami od niego. Życzył mi wesołych świąt i żebym znalazła szczęście i spokój tak jak on. Rozumiesz ma kogoś i nie chcę już o nim rozmawiać, nie chcę się nakręcać i tak często o nim myślę.- Powiedziałam idąc do wielkiego biurowca, w którym pracuję.
-Dobra, rozumiem. To trudne, ale wiesz jak byliście razem tyle lat strasznie zazdrościłam Ci, że masz kogoś takiego. Teraz doszłam do wniosku, że jednak nie chciałabym mieć takiej osoby, bo nie poradziłabym sobie z jej stratą.- Powiedziała, a  mi zaszły oczy łzami.
-Dokończymy później. Właśnie wsiadam do samochodu. Muszę zrobić zakupy i wrócić do domu.. Mam dziś mnóstwo spraw. Zadzwonię wieczorem.
-Wieczorem idę na randkę z pewnym interesującym chłopakiem, więc może jednak ja zadzwonię jutro rano.- Zaśmiała się.
-Jasne. Powodzenia. - Powiedziałam i  rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź dziewczyny.
Zrobiłam zakupy najszybciej jak się dało. Wchodząc do domu przywitał mnie Hipolit. Ciągle kręcił się wokół moich nóg. Mogło to oznaczać ,że się stęsknił lub zapomniałam go nakarmić rano.
-Wybacz kocie. Jestem okropną właścicielką. W sumie to nie tylko właścicielką.- Powiedziałam wyjmując jedną kocią saszetkę z pudełka i wrzucając do miski. - Jestem beznadziejna jako właścicielka, dziewczyna, przyjaciółka, sąsiadka i w ogóle. Do dupy.- Powiedziałam do kota, który jadł karmę zupełnie się mną nie przejmując.
Rozwiązałam tylko włosy i zabrałam się za gotowanie kolacji. We Włoszech byłam  już 9 miesięcy i chyba już całkiem przestawiłam się na tutejsze jedzenie. Mogłabym jeść tylko makaron z sosem, pić czerwone wino i oglądać denne seriale z kotem na kolanach.
Pewnie spędziłabym ten wieczór tak samo. Gapiąc się w telewizor, ale myślami będąc przy nim. Gdyby nie ten cholerny sos do spaghetti, który nie chciał się otworzyć. Otwieraczem, ścierką, nożem. Cholerny słoik, cholerny makaron, cholerny świat. Zdenerwowana gdy już rzuciłam telefonem, ścierką i powyładowywałam się na rzeczach martwych wyszłam na spacer. Macerata to ładne miasto, ale bardzo nudne. Wieczorami nie ma tu rozrywki. Zresztą nawet gdyby były jakieś imprezy to i tak bym nie poszła to takie nie w moim stylu.
Usiadłam na jednej z ławek w parku i zaczęłam wtedy rozmyślać.

-Całkiem miło tak sami we dwoje. Bez innych ludzi.-Powiedział przytulając mnie na pomoście. -Cholerny ze mnie szczęściarz, że Cię mam.
-To raczej ja mam szczęście.-Odpowiedziałam. 
-Taka cisza i spokój bez tych przygłupów. Mogłoby być tak zawsze. 
-Nie mogło.-Powiedziałam. 
-Nie?- Zapytał przestając mnie przytulać. 
-Musisz trenować, a ja mam studia i prace.- Stwierdziłam siadając na pomoście, a on obok mnie. -Cieszę się, że Cię mam i akceptujesz mnie taką jaka jestem. Na Ciebie nawet anioł nie zasługuje..- Powiedziałam a on popatrzył na mnie z taką miłością w oczach jaka tylko mógł i.... 
-Przepraszam czy mogę się przysiąść?- Zapytał jakiś mężczyzna wyrywając mnie z transu. 
-Jasne.-Odpowiedziałam nawet nie patrząc na jego twarz. 
-Czekasz na kogoś?- Starał się mnie zagadać, a już wiedziałam, że mam już do czynienia z jakimś desperatem, który szuka przyjaciółki ewentualnie pani do towarzystwa.  
-Nie.-Odpowiedziałam. 
-Nie jesteś stąd prawda?
-Nie z Niemiec....To znaczy z Polski.-Szybko powiedziałam i dopiero się na niego spojrzałam. 
-Nie wiesz czy jesteś z Polski czy z Niemiec?- Zaczął się śmiać. 
-Jestem Polką, ale mieszkałam kilka lat w Niemczech zanim wprowadziłam się tutaj.-Odpowiedziałam i zaczęłam przyglądać się nieznajomemu. 
Może wcale nie był desperatem?  Na pewno nie wyglądał. Był przystojny, choć nie w moim typie. Wysoki, wysportowany z ciemnymi włosami i uśmiechem który przecinał panujący mrok w parku. 
-A ty co tu właściwie do cholery robisz? 
- Siedzę.-Poruszył na znak obojętności barkami i zaczął śmiać się jak opętany. 
-Czekasz na kogoś?- Pytałam. 
-Nie. - Odpowiedział, a ja wstałam i machnęłam tylko ręką na odchodne,
-Ej a ty gdzie się wybierasz?- Wstał szybko i zrównał się ze mną krokiem.
-Do domu.-Powiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz.
W sumie to była oczywista rzecz.
- Tak po prostu chcesz odejść? Przecież do Ciebie podszedłem,
-No i co z tego?- Zapytałam idąc dalej. - Mam się zacząć bać, że jesteś jakimś zboczeńcem, natrętem czy mordercą .bo wiesz trochę już się Ciebie boję.- Powiedziałam.
-Co z tego? W sumie nie wiem co z tego, ale czy ja wiem mogłaś zapytać jak mam chociaż na imię, albo po co się przysiadłem. Zresztą, za kogo ty mnie masz. Nie jestem żadnym pedofilem.-Powiedział wyraźnie oburzony.
-Po co mam Cię pytać jak masz na imię, albo czemu się do mnie przysiadłeś skoro nie jest mi to w ogóle potrzebne do szczęścia?- Zapytałam.
- Wydajesz mi się dość nie ufna.- Brnął dalej.
-Teraz robisz mi psychoanalizę? Świetnie.- Mruknęłam pod nosem, a potem przewróciłam oczami.
Ja wiedziałam. Wiedziałam, że to jakiś znak ten sos od spaghetti. Ten dzień przecież nie mógł skończyć się dobrze. Najpierw cholerny słoik ,a teraz jakiś pieprzony psychoanalityk uczepił się mnie jak rzep psiego...
-Tak w ogóle to mam na imię Simone i właśnie wracałem sobie z siłowni, ale zobaczyłem Ciebie i postanowiłem się przysiąść, bo jesteś smutna, a ja nie lubię jak piękne kobiety są smutne.
-Błagam powiedz mi, że ty zaraz gdzieś tu skręcasz.
-Nie no co ty. Cały czas prościutko.- Powiedział, a ja wydałam z siebie jęk rozpaczy.
-Nadal jesteś przygnębiona? Możesz mi powiedzieć co się stało. Naprawd.........
-Czy jak jesz to też tak dużo mówisz?- Zapytałam się bez zastanowienia, bo w głowie pojawiła się chytra myśl, że może da się uratować jeszcze ten wieczór.
-Nie...A co? Tak jak ja lubisz tak bardzo jeść? Kocham włoską kuchnie. Jak dla mnie jest najlepsza, te wszystkie makarony....
-A umiesz otwierać słoiki?- Spojrzałam na wyrośniętego i dość dobrze zbudowanego mężczyznę.
-Nie mam z nimi problemów.
-To cudownie. Zjemy razem kolacje.-  Powiedziałam idąc dalej przed siebie.- Teraz w ciszy możesz rozmyślać o cudownym spaghetti bolognese, aż nie dojdziemy do mojego mieszkania.
-Dobrze. Już rozmyślam, wiesz praktycznie widzę ten talerz przed sobą.
-W ciszy.- Mruknęłam.

Właśnie wtedy  oszalałam z tęsknoty, bo wpuściłam do swojego mieszkania obcego mężczyznę, z którym najnormalniej jadłam kolacje. 
                                                                 ___________________________________________________________
Hej! Wiecie, wiem że ten rozdział jest nierealny, do dpuy i przerysowany, ale wiecie jaką miałam frajdę pisząc go jak Simone się już zjawił? :P 
Zostawcie koniecznie adresy do swoich blogów, chętnie zajrzę :P 

środa, 30 grudnia 2015

Prolog

 W życiu człowiek zakochuję się raz na poważnie, raz kocha całym sercem, raz kocha bez żadnych powodów, raz może umrzeć za kimś z tęsknoty i tylko raz może wszystko zepsuć. 
Gdy nie ma już powrotu, gdy wszystkie drzwi są zamknięte, gdy jesteśmy straceni i tak musimy żyć dalej. Nie mamy na to siły, chęci i żadnych powodów, bo nie ma obok nas tej osoby. Człowieka, z którym dzieliliśmy wszystko. Najbardziej przeraża, że już nigdy nie będziemy tak samo zakochani, nie będziemy też tak samo kochani. Musimy dalej oddychać, choć nie mamy na to chęci, a najbardziej boli, że wszystkie drzwi są już zamknięte. Nie ma powrotu, a my musimy żyć z piękną, ale bolesną przeszłością wiedząc, że nie czeka nic tak wspaniałego w przyszłości. 
***
Startujemy z siatkarsko-skoczną historią, żeby przełamać brak weny :)