niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 1




- Nie musiałaś wyjeżdżać.
-Musiałam. -Odpowiedziałam schodząc po schodach.
Strasznie dużo schodów mają w tym kraju. Muszą je strasznie lubić.
-Nie musiałaś.- Powiedziała moja przyjaciółka.- W Monachium zawsze znajdzie się dla Ciebie miejsce. Nikt Cię przecież nie wyganiał, po co od razu pojechałaś do tych makaroniarzy...
-Daj spokój. Nie miałam już po co tam dłużej mieszkać, pracować.
-Rozumiem, że życie Ci się zawaliło, ale jemu też. Minęło już kilka miesięcy, może gdybyście ze sobą porozmawiali, wyjaśnili wszystko, do cholery wy się kochaliście!- Krzyczała przez telefon Lea.
- To już nic nie zmieni. Wszystko skończone i musiało minąć 6 miesięcy zanim sobie to uświadomiłam i w sumie zrobiłam to przez sms z życzeniami od niego. Życzył mi wesołych świąt i żebym znalazła szczęście i spokój tak jak on. Rozumiesz ma kogoś i nie chcę już o nim rozmawiać, nie chcę się nakręcać i tak często o nim myślę.- Powiedziałam idąc do wielkiego biurowca, w którym pracuję.
-Dobra, rozumiem. To trudne, ale wiesz jak byliście razem tyle lat strasznie zazdrościłam Ci, że masz kogoś takiego. Teraz doszłam do wniosku, że jednak nie chciałabym mieć takiej osoby, bo nie poradziłabym sobie z jej stratą.- Powiedziała, a  mi zaszły oczy łzami.
-Dokończymy później. Właśnie wsiadam do samochodu. Muszę zrobić zakupy i wrócić do domu.. Mam dziś mnóstwo spraw. Zadzwonię wieczorem.
-Wieczorem idę na randkę z pewnym interesującym chłopakiem, więc może jednak ja zadzwonię jutro rano.- Zaśmiała się.
-Jasne. Powodzenia. - Powiedziałam i  rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź dziewczyny.
Zrobiłam zakupy najszybciej jak się dało. Wchodząc do domu przywitał mnie Hipolit. Ciągle kręcił się wokół moich nóg. Mogło to oznaczać ,że się stęsknił lub zapomniałam go nakarmić rano.
-Wybacz kocie. Jestem okropną właścicielką. W sumie to nie tylko właścicielką.- Powiedziałam wyjmując jedną kocią saszetkę z pudełka i wrzucając do miski. - Jestem beznadziejna jako właścicielka, dziewczyna, przyjaciółka, sąsiadka i w ogóle. Do dupy.- Powiedziałam do kota, który jadł karmę zupełnie się mną nie przejmując.
Rozwiązałam tylko włosy i zabrałam się za gotowanie kolacji. We Włoszech byłam  już 9 miesięcy i chyba już całkiem przestawiłam się na tutejsze jedzenie. Mogłabym jeść tylko makaron z sosem, pić czerwone wino i oglądać denne seriale z kotem na kolanach.
Pewnie spędziłabym ten wieczór tak samo. Gapiąc się w telewizor, ale myślami będąc przy nim. Gdyby nie ten cholerny sos do spaghetti, który nie chciał się otworzyć. Otwieraczem, ścierką, nożem. Cholerny słoik, cholerny makaron, cholerny świat. Zdenerwowana gdy już rzuciłam telefonem, ścierką i powyładowywałam się na rzeczach martwych wyszłam na spacer. Macerata to ładne miasto, ale bardzo nudne. Wieczorami nie ma tu rozrywki. Zresztą nawet gdyby były jakieś imprezy to i tak bym nie poszła to takie nie w moim stylu.
Usiadłam na jednej z ławek w parku i zaczęłam wtedy rozmyślać.

-Całkiem miło tak sami we dwoje. Bez innych ludzi.-Powiedział przytulając mnie na pomoście. -Cholerny ze mnie szczęściarz, że Cię mam.
-To raczej ja mam szczęście.-Odpowiedziałam. 
-Taka cisza i spokój bez tych przygłupów. Mogłoby być tak zawsze. 
-Nie mogło.-Powiedziałam. 
-Nie?- Zapytał przestając mnie przytulać. 
-Musisz trenować, a ja mam studia i prace.- Stwierdziłam siadając na pomoście, a on obok mnie. -Cieszę się, że Cię mam i akceptujesz mnie taką jaka jestem. Na Ciebie nawet anioł nie zasługuje..- Powiedziałam a on popatrzył na mnie z taką miłością w oczach jaka tylko mógł i.... 
-Przepraszam czy mogę się przysiąść?- Zapytał jakiś mężczyzna wyrywając mnie z transu. 
-Jasne.-Odpowiedziałam nawet nie patrząc na jego twarz. 
-Czekasz na kogoś?- Starał się mnie zagadać, a już wiedziałam, że mam już do czynienia z jakimś desperatem, który szuka przyjaciółki ewentualnie pani do towarzystwa.  
-Nie.-Odpowiedziałam. 
-Nie jesteś stąd prawda?
-Nie z Niemiec....To znaczy z Polski.-Szybko powiedziałam i dopiero się na niego spojrzałam. 
-Nie wiesz czy jesteś z Polski czy z Niemiec?- Zaczął się śmiać. 
-Jestem Polką, ale mieszkałam kilka lat w Niemczech zanim wprowadziłam się tutaj.-Odpowiedziałam i zaczęłam przyglądać się nieznajomemu. 
Może wcale nie był desperatem?  Na pewno nie wyglądał. Był przystojny, choć nie w moim typie. Wysoki, wysportowany z ciemnymi włosami i uśmiechem który przecinał panujący mrok w parku. 
-A ty co tu właściwie do cholery robisz? 
- Siedzę.-Poruszył na znak obojętności barkami i zaczął śmiać się jak opętany. 
-Czekasz na kogoś?- Pytałam. 
-Nie. - Odpowiedział, a ja wstałam i machnęłam tylko ręką na odchodne,
-Ej a ty gdzie się wybierasz?- Wstał szybko i zrównał się ze mną krokiem.
-Do domu.-Powiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz.
W sumie to była oczywista rzecz.
- Tak po prostu chcesz odejść? Przecież do Ciebie podszedłem,
-No i co z tego?- Zapytałam idąc dalej. - Mam się zacząć bać, że jesteś jakimś zboczeńcem, natrętem czy mordercą .bo wiesz trochę już się Ciebie boję.- Powiedziałam.
-Co z tego? W sumie nie wiem co z tego, ale czy ja wiem mogłaś zapytać jak mam chociaż na imię, albo po co się przysiadłem. Zresztą, za kogo ty mnie masz. Nie jestem żadnym pedofilem.-Powiedział wyraźnie oburzony.
-Po co mam Cię pytać jak masz na imię, albo czemu się do mnie przysiadłeś skoro nie jest mi to w ogóle potrzebne do szczęścia?- Zapytałam.
- Wydajesz mi się dość nie ufna.- Brnął dalej.
-Teraz robisz mi psychoanalizę? Świetnie.- Mruknęłam pod nosem, a potem przewróciłam oczami.
Ja wiedziałam. Wiedziałam, że to jakiś znak ten sos od spaghetti. Ten dzień przecież nie mógł skończyć się dobrze. Najpierw cholerny słoik ,a teraz jakiś pieprzony psychoanalityk uczepił się mnie jak rzep psiego...
-Tak w ogóle to mam na imię Simone i właśnie wracałem sobie z siłowni, ale zobaczyłem Ciebie i postanowiłem się przysiąść, bo jesteś smutna, a ja nie lubię jak piękne kobiety są smutne.
-Błagam powiedz mi, że ty zaraz gdzieś tu skręcasz.
-Nie no co ty. Cały czas prościutko.- Powiedział, a ja wydałam z siebie jęk rozpaczy.
-Nadal jesteś przygnębiona? Możesz mi powiedzieć co się stało. Naprawd.........
-Czy jak jesz to też tak dużo mówisz?- Zapytałam się bez zastanowienia, bo w głowie pojawiła się chytra myśl, że może da się uratować jeszcze ten wieczór.
-Nie...A co? Tak jak ja lubisz tak bardzo jeść? Kocham włoską kuchnie. Jak dla mnie jest najlepsza, te wszystkie makarony....
-A umiesz otwierać słoiki?- Spojrzałam na wyrośniętego i dość dobrze zbudowanego mężczyznę.
-Nie mam z nimi problemów.
-To cudownie. Zjemy razem kolacje.-  Powiedziałam idąc dalej przed siebie.- Teraz w ciszy możesz rozmyślać o cudownym spaghetti bolognese, aż nie dojdziemy do mojego mieszkania.
-Dobrze. Już rozmyślam, wiesz praktycznie widzę ten talerz przed sobą.
-W ciszy.- Mruknęłam.

Właśnie wtedy  oszalałam z tęsknoty, bo wpuściłam do swojego mieszkania obcego mężczyznę, z którym najnormalniej jadłam kolacje. 
                                                                 ___________________________________________________________
Hej! Wiecie, wiem że ten rozdział jest nierealny, do dpuy i przerysowany, ale wiecie jaką miałam frajdę pisząc go jak Simone się już zjawił? :P 
Zostawcie koniecznie adresy do swoich blogów, chętnie zajrzę :P 

4 komentarze:

  1. Vidorra, Vidorra, Vidorra co z Ciebie wyrośnie :P
    Zacznijmy od tego, że wiesz jak łatwo skreślam ludzi. Właśnie ta Lea to mi się wcale, a wcale nie podoba i może jestem przewrażliwiona, ale tak mi się wydaję,że ona Eleonorę (?) To jeszcze dupą do wiatru wystawi. Zresztą jak można nie chcieć znaleźć miłości na całe życie, bo czuję się lęk przed odejściem drugiej osoby? No dziwna kobieta. Przepowiadam, że będą z nią kłopoty. Co do ulubionych zajęć bohaterki... Błagam... Chyba każda kobieta może jeść mnóstwo makaronu, pić wino i oglądać seriale. Jeśli znajdzie się osoba, która tego nie lubi to jest dziwna. Schodząc z tych tematów kulinarnych to wiesz.... Wiesz, wiesz. Tak jak szybko skreśliłam przyjaciółkę bohaterki to Simone mnie kupił. Uroczy człowiek. Myślę, że razem z bohaterką stworzą udany duet, bo oboje potrzebują jakiegoś dobrego psychiatry specialisty.
    Co do rozdziału skoro Tobie się go przyjemnie pisało i wreszcie czerpiesz z tego radość to gratulacje! Pamiętaj ważne, żeby to co piszesz podobało się Tobie i mam nadzieję, że tak jak ty znajdę radość z pisania.
    Jak coś to dzisiaj nowy rozdział u Fettiego i postaram się go wstawić, żeby i w Polsce była wtedy ludzka godzina, ale kto wie :P
    Jeśli nie pojawiły Ci się polskie znaki w komentarzu to przepraszam, ale to oznacza,że mój blogger, albo klawiatura szaleje i nie chce wstawiać polskich znaków :P
    http://its-too-cold.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłam tu dziś i zostaję <3
    Simone <3
    Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału :)
    Wpadnij do mnie :**

    http://love-spectrum.blogspot.com/

    http://prawde-latwo-zaluwazyc.blogspot.com/

    http://zaczekaj-milosc-nie-ucieknie.blogspot.com/

    http://milosc-odkrywa-sie-kochajac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem od czego zacząć.
    Nasza bohaterka to tchórz. Gdy wszystko zaczęło się walić ta wsiadła do samolotu i znalazła się we Włoszech.
    Biedny kot, zagłodzi go. Ty mi tu kota nie zamorduj bo ma najładniejsze zdjęcie ze wszystkich bohaterów i jak na razie lubię tylko jego ;P
    Nasz Niemiec po rozstaniu wysyła jej smsa z życzeniami. I mówi że znalazł szczęście.
    BUJDA!
    Jedno wielkie kłamstwo. Może i ochłonął. Minęło pół roku. Tylko pół roku, w tak krótkim czasie nie miał szans odkochać się i znaleźć kogoś nowego. Ok, może i mógł ale gdyby na serio ześwirował ze szczęścia nie pisałby teraz do swojej byłej. Bo po co? Ostatnią rzeczą jaką by zrobił byłoby napisanie do niej. Może znalazł spokój. Może pogodził się z rozstaniem, posklejał swoje serduszko, ruszył tyłek na treningi i skacze sobie na tych deskach. Uspokoił się i wyciszył ale nic więcej.
    I wyszła ta nasza sierota życiowa na spacer bo nawet otwarcie słoika z sosem ją przerosło (tak na marginesie nie mogła tego sosu sama zrobić? Zboczenie zawodowe xD)i pojawia się on. Makaroniarz. Ich spotkanie na serio było dziwne. Gdyby do mnie ktoś się przysiadł wieczorem w parku i był tak natrętny uciekłabym. Ale nasza Norka jest inna. Fakt najpierw próbuje się go pozbyć i odchodzi a on i tak za nią idzie, a potem co? ona po chwili rozmowy tak po prostu proponuje mu kolacje. U siebie. W domu!
    Ok, polubiłam Simona, sympatyczny natręt, gaduła, trochę dziwny ale fajny. A skoro pokazał już że jest taki uparty to ja nie wiem jak ona go wyrzuci ze swojego mieszkania. Bo serio nie wydaje mi się że on tak sam z siebie wyjdzie. Co najwyżej rozwali się na kanapie i zaśnie.
    Rozdział wygrywa fragment: " -Nie jesteś stąd prawda?
    -Nie z Niemiec....To znaczy z Polski.- Szybko powiedziałam i dopiero się na niego spojrzałam.
    -Nie wiesz czy jesteś z Polski czy z Niemiec?- Zaczął się śmiać."

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń, zapowiada się naprawdę interesująco :D Jakbyś mogła to informuj nas o kolejnych rozdziałach na: http://long-and-lost.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń